W piątek byłem w Galerii Krakowskiej w naszym pięknym
Krakowie. Stanąłem przed jednym ze sklepów jubilerskich,
który ma tam swój punkt. Tak sobie chciałem rzucić okiem
na wystawę.
Przed tą wystawą stały dwie kobitki i jedna mówi do drugiej:
„Na Kurczaba jest taki Węc. Też ma fajne rzeczy, musisz
sobie pojechać obejrzeć”.
Normalnie myślałem, że przewrócę się z wrażenia. Mówią
o mnie, a ja tam jestem! I co mam teraz zrobić? Podejść,
powiedzieć, że to ja? Tylko po co? I jeszcze wyjdzie, że
podsłuchiwałem. Albo wezmą mnie za jakiegoś wariata.
Kiedyś rozmawiałem ze znajomą, która pracuje w księgarni
internetowej i opowiadała mi o tym, jak spotkała swoich
klientów w pociągu.
Przyznam szczerze, że wtedy jakoś tak średnio w to uwierzyłem.
No, ale teraz... Fajnie być takim sławnym ;)
Kiedy wróciłem do firmy i opowiedziałem Grzesiowi, jaką
miałem przygodę w terenie, to spojrzał na mnie z politowaniem
i powiedział: „Dobra, to teraz rozdaj autografy fanom...
na fakturach”.
I wtedy uświadomiłem sobie, że przecież one nie mówiły
tylko o mnie. Sklep jubilerski prowadzę ja, brat, mama i nasi
pracownicy. Węc to nazwisko naszej rodziny i jednocześnie
nazwa sklepu.
Echh...
Ale i tak przez chwilę było fajnie :)
Szczerze życzę Wam takiej (albo innej) wakacyjnej przygody.
Pozdrawiam, Artur